środa, 4 stycznia 2017

Witajcie w Norwegii, komedia wesoła inaczej

Wkurzające bywają rozczarowania, gdy nastawia się człowiek, że coś będzie białe, a okazuje się czarnym lub czarno - białym. Zwłaszcza, jeśli chodzi o film reklamowany przez pewne kino jako najzabawniejsza komedia ostatnich czasów ( no chyba, że czasy się kończą). Chciałam zobaczyć obiecane norwerskie pejzaże - pozostał niedosyt, całkiem spory, ale chyba reżyserowi chodziło o zburzenie mitu arkadyjskiej Norwegii.
Chciałam się zwyczajnie pośmiać - nie do końca wyszło. Chociaż film bardzo ciekawy i odważny. Dotykający zarówno   prześmiewczej postawy Norwegów wobec Saamów  (zwanych zazwyczaj Lapończykami), pogardliwego stosunku  do imigrantów, ale też znieczulicy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.
Jest i światełko w tunelu - nadęty wiking Primus sporo się jednak od "swoich" imigrantów nauczył, jakby potrzebował afrykańskiego zwierciadła, by poznać prawdę o sobie samym. "Pieniądze nie potrzymają ci ręki" - zdradza maksymę swej afrykańskiej matki błyskotliwy Abedi otwierając Primusowi oczy na los zależnych od niego ludzi.
Może "Witajcie w Norwegii" miało być takim kabaretowym uśmiechem przez łzy? Pytanie tylko, czy można tu się śmiać? Przedmiotem żartu ( jak w lekcji norweskiego) są tu ofiary, a nie sprawcy ich tragicznego losu. Chyba dlatego ta czarna komedia pozostawia po sobie takie sprzeczne wrażenia. Ciekawy film, ale coś tu nie gra.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza