poniedziałek, 13 maja 2019

Rośliny graniczne


Spacerując z psem ma się wiele okazji do ogrodowych obserwacji i refleksji. Można spotkać przylegające do siebie ogrody oddzielone lub połączone roślinami. Można znaleźć sąsiedzkie płoty obustronnie czule oplecione wisterią,  ale można też spotkać majestatyczną, ale rozdartą magnolię, rosnącą zbyt blisko płotu sąsiada, który widocznie kwietnego parasola nie lubi i po swojej stronie brutalnie się z nią rozprawił. Ta magnolia to bardzo stary i piękny okaz, najwyraźniej z dobrymi, przedwojennymi genami, widzę bowiem, że atak barbarzyńców dzielnie przetrwała, a swoje kwiaty jak uśmiech posłusznie kieruje ku oknom właściciela ogrodu, na którym ją posadzono. Czasem wiatr zwiewa jej opadłe płatki za nieżyczliwy dla niej płot przypominając o pozostałych na roślinie bliznach po brutalnym cięciu.


Znamienne jest też to, że na archiwalnych zdjęciach ogrodów, które mam przyjemność codziennie oglądać są rośliny, które miały cieszyć owocami, zachwycać kwiatami, ale przede wszystkim nie były ukryte przed światem i słońcem. Ostatnio ciągle trwa etap o(d)gradzania i tym samym likwidacji szlaków wytuptanych przez drobną zwierzynę - jeże np. Cmentarne tuje też jakoś nie chcą się wyprowadzić z ogrodów, a zasłonięte nimi kwiaty wzdychają do słońca.


Gdy byłam dzieckiem bardzo fascynowały mnie rośliny rosnące na ziemi niczyjej, niechcianej, zapomnianej lub odgradzającej teren, na którym rządzi człowiek od obszaru dzikiej flory czy też od granic ziemi przynależnej do innego człowieka. To własnie tam, w obszarze roślin pozostawionych na wolności znaleźć można było najciekawsze bukietowe okazy. Dzisiaj niestety większość czasu spędzam w coraz bardziej zabetonowanej przestrzeni miasta, ale tym tym większą radość sprawia mi widok roślin, które wymknęły się spod kontroli człowieka. Niedawno znalazłam śliczne ogrodowe fiołki, które przecisnęły się między płytami chodnika w bardzo ruchliwym punkcie miasta. Nielegalni ogrodowi emigranci. 

poniedziałek, 25 lutego 2019

Wojna i medycyna


O wojnie napisano już chyba wszystko, ale to jak i o czym pisze Lang, jest dość szczególne, chociażby przez wzgląd na obszary, których dotyka. Na podstawie rozmów z ostatnimi żyjącymi świadkami, na bazie ocalałej dokumentacji medycznej, zachowanych dokumentów urzędniczych i wspomnień, Hans Joachim Lang, wykładowca antropologii kulturowej, historyk i dziennikarz buduje wstrząsającą opowieść o nieludzkich eksperymentach badawczych przeprowadzanych na żydowskich kobietach w Auschwitz. Wśród tych kobiet była skrzypaczka, Alma Rosé, siostrzenica Gustava Mahlera. To dzięki niej grozę czekania na śmierć rozjaśniały z ukrycia dźwięki skrzypiec przypominając o innej, normalnej rzeczywistości, przywołując człowieczeństwo w wysublimowanej formie, tak nieprzystającej do obozowych realiów. Obozy zagłady były szczególnym sprawdzianem etyki lekarskiej i weryfikacją prawdziwego człowieczeństwa. Lang pokazuje bezduszność i okrucieństwo, do jakich byli w stanie posunąć się lekarze, by ugruntować i rozwinąć swoją „karierę naukową”, mając wtedy szczególną władzę nad życiem ludzi. Swoją przewagę wykorzystywali zarówno w stosunku do personelu medycznego, jak i pacjentów, stawiając tych ostatnich przed alternatywą: eksperymenty albo komora gazowa. Tak oto pod przykrywką badań medycznych, wcześniej weryfikowanych na zwierzętach, udało się realizować program sterylizacji ludzi „niegodnych prokreacji”. Działania te wpisywały się w „nowatorską”, nieoperacyjną realizację ustawy o zapobieganiu chorobom dziedzicznym, dlatego też zdarzało się, że przy stole operacyjnym … fryzjer zastępował lekarza, by autorska metoda masowej sterylizacji prof. Clauberga nie została ujawniona przed publikacją. Jak relacjonuje Lang, zabiegi sterylizacyjne oparte były na intensywnych naświetlaniach narządów płciowych promieniami rentgenowskimi, wspomaganych zastrzykami sterylizującymi (najpierw z kontrastowym jodypinem, potem z formaliną rozpuszczoną w Neo-röntyum).

Innym, równie szokującym rodzajem doświadczeń na więźniach było badanie reakcji organizmu człowieka na wstrzyknięcia krwi odmiennej grupy. Tu „specjalistą” był bakteriolog  Bruno Weber. Pobierano też więźniom krew do produkcji suchego osocza, wykorzystywanego do testów na grupę krwi. Nie uwzględniano przy tym stanu zdrowia pacjenta, nie zwracano uwagi na duże ilości jednorazowo pobranej krwi.
Lang pokazuje również budujące postawy – francuska lekarka Adélaïde Hautval i Polka, Alina Brewda to kobiety, które potrafiły, mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa, postępować zgodnie z zasadami etyki, a przede wszystkim pomagały więźniarkom zachować godność i wiarę w ludzi. Jak pisze Lang, kobietom udało się przetrwać to piekło pomieszane z domem wariatów  także dzięki żelaznej woli, by zachować wewnętrzną godność. W żadnym momencie nie dopuścić (...) do siebie poczucia, że jest [się] ofiarą.   
Koszmar więźniarek z tytułowego bloku 10. nie skończył się wraz z wojną. Pozostała jeszcze walka o jałmużnę zadośćuczynienia. Czekało je brutalne zderzenie z ponadczasową bezdusznością urzędników. Historii sprawdzających człowieczeństwo w ludziach Lang zgromadził wiele, wszystkie łączy jedno – można je podporządkować znanej formule Szymborskiej: tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Szkoda, że dziś, w czasach pokoju ulegamy kompromisowym wyborom, choć za wierność sobie i swoim zasadom nie płaci się  już życiem.