piątek, 25 lipca 2014

Wakacje pod / z psem



Kiedy parę miesięcy temu zobaczyłam w Poznaniu kawiarnię z nalepką z wizerunkiem psa i napisem „wchodzę z tobą” ucieszyłam się, że coś się  wokół zmienia. Jednakże na krótko, kawiarenka dość szybko zniknęła.
Parę dni temu, dzięki harcerskim planom Błękitnego Księcia, udało mi się na chwilę oddalić od zawodowych i domowych obowiązków. A że dziecię wyfrunęło na wybrzeże, to i my postanowiliśmy ze słonecznych dni nad morzem skorzystać. Jednakże, by zbytnio nie wchodzić harcerzom w drogę, być zarazem wystarczająco blisko i odpowiednio daleko, poszukaliśmy lokum w innej nadmorskiej miejscowości. Sęk jednak w tym, że jechał z nami pies. Wielki Pies z grubym futrem. Z niemałym trudem na międzynarodowym portalu turystycznym znalazłam coś przychylnego czworonogom w odpowiedniej odległości od obozowiska chłopców. Niestety, gdy dotarliśmy na miejsce wkurzenie sinusoidalnie mieszało się nam ze zmęczeniem i rezygnacją. Przy niemałej cenie apartament być może odpowiadał naszej psinie, której po podróży było i tak wszystko jedno, byle dalej nie wsadzać jej do bagażnika między walizki. Zdesperowani, poszliśmy na rybną kolację, w miejsce, gdzie psu podają miskę z wodą. Tam nasz pies spotkał innego psa. Ten drugi pies na co dzień pilnował pensjonatu, do którego przenieśliśmy się następnego dnia. Ale matrix – skomentowały dzieci – jakbyśmy zmienili kraj! - dodały. Faktycznie tu wszystko było właśnie takie, jak oczekiwaliśmy – ciche, spokojne, estetycznie dopieszczone w każdym szczególe. Widać, że komuś zależy, by gość, który się tu zatrzyma poczuł się zaopiekowany, a każda rzecz, z której przyjdzie mu skorzystać, czeka właśnie na niego. Szczególne to połączenie – jakość dobrego hotelu i domowe ciepło, zapach świeżego ciasta, rozpływającego się w ustach, a chwilę potem powiew morskiej bryzy. Byliśmy tam dni parę, a wydaje się, że znamy to miejsce od zawsze.    


Wielki Pies i Willa Korfena


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz