sobota, 14 listopada 2015

Paryż płacze



Był ciepły jesienny wieczór. Czytałam "Uległość" Houellebecqa, fragment o motywie Kasandry.  Rozmyślałam o styczniowych wydarzeniach w Charlie Hebdo, gdy z lektury wyrwał mnie Pierworodny alarmując o paryskich atakach. Świat z lektury się nagle urzeczywistnił. Śledziliśmy do późna France 24 coraz bardziej zdając sobie sprawę, jak bardzo celne były to ataki. Trafiły w samą duszę Paryża. W jego weekendową otwartość na tzw. sortie, czyli szeroko rozumiane "wyjścia". W momencie, gdy w Dunkierce zwykła kafejka zamienia się w kafejkę dla imigrantów, gdzie ci czują się wreszcie przywróceni do człowieczeństwa i traktowani jak ludzie, Paryż zostaje trafiony w samo serce, w jego istotę wolności spędzania czasu w przestrzeni publicznej, w to, czego polskim ulicom tak bardzo brakuje.  Francja zamknęła granice, oby Paryż nie zamknął swych ulic dla codzienności - z kafejkami na chodnikach, bukinistami nad Sekwaną, z piknikowaniem na trawnikach. Nastał ciężki czas dla nobliwej damy, jaką był dotąd wierny sobie Paryż. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz