Nie wiem jak Wy, ale ja dość już mam tej jesieni za oknem w styczniu. Nocą nie można zasnąć, bo wieje, rano nie chce się wstawać, bo pada i ciemno. Pogoda pod psem. Właśnie, zastanawia mnie czasem dlaczego psy tak często trafiają do negatywnych wyrażeń, typu pieskie życie, czy wspomniana pogoda pod psem. Dopóki sama nie stałam się właścicielką kudłatego czworonoga, o psach myślałam najczęściej wtedy, gdy któreś z dzieciaków wdepnęło w to, czego pies sam po sobie nie posprząta. A teraz mamy przy sobie psisko jak bajkowy Clifford - psiak, który urósł z miłości. I właśnie przed sylwestrem poradzono nam, by naszej psicy podać coś na uspokojenie mimo, że w okolicy żadnych wystrzałowych imprez nikt nie organizował. Ale ponoć psy słyszą hałas 10 razy głośniej, a niektóre odbierają go już w progu bólu. Nakarmiłam więc psa tabletką uspokajającą, ale na spacer wyjść się nie udało. Wystarczyło, że w okolicy, gdzieś całkiem daleko grzmotnęła petarda, psica z podkulonym ogonem zwiewała do domu i nawet niezbędnych potrzeb fizjologicznych zrobić nie chciała. Synek wczoraj wyczytał, że w Sylwestra zwiały komuś dwa berneńczyki, do dziś nie wróciły. Tak to już się w tym psim świecie poukładało – człowieki miast do siebie przywiązują latem psa do drzewa i porzucają, zimą zaś bawią się tak, że zwierzaki czują się jak na froncie, nie wiedzą tylko, po której stronie barykady się znalazły… Ot, pieskie życie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 stycznia 2012
wtorek, 11 października 2011
Poznasz kota po ogonie
Pamiętacie koteczkę sprzed dni kilku? Ja w pamięci ciągle mam ten dzień, kiedy ze szkoły odbierałam duuużo dzieci, kilkoro było genetycznie moich, reszta "chwilowo moja". I chyba presja tych zwielokrotnionych oczu patrzących wyczekująco na mnie była przyczyna tego, co stało się później. Patrzyły się na mnie te oczęta dziecięce i ... kocie w oczekiwaniu, czy powiem wreszcie : "no, dobrze, już chodźmy", czy też wykręcę się mówiąc jak Tym w Misiu, gdy sobowtóra zobaczył "lustro? dziękuję, my już mamy". I co zrobiłam ? - "No, dobrze, pokażemy ją weterynarzowi po sąsiedzku i zobaczymy, co dalej" - to chyba coś za mnie powiedziało, bo generalnie bywam bardziej asertywna w takich sytuacjach. Kocię było zabiedzone i zagubione, a zostawienie go tam, gdzie je dzieciaki znalazły było dla tego stworzenia wyrokiem. I sama dziś nie wiem, czy zrobiłam to dla dzieci, czy dla kota, czy dla pozornie świętego spokoju. Summa summarum kocię okazało się wyjątkowo zadziorne, pewne siebie i dominujące, o czym przekonaliśmy się, gdy tylko się najadło i wyspało. Weterynarz je obejrzał dokładnie i ... pokazać polecił za dni kilka. Hmm, no tak, a co przez te kilka dni? Dzieci odpowiedź miały jedną, jak to, co ? Przecież zmieści się nam w domu mały kotek! Taaak. Tylko, że koteczka ( bo to ona) najpierw psicę 45 kg ważącą od miski odsunęła sobie tylko znana metodą, kocura legowiska pozbawiła i generalnie zapowiadała się na Samozwańczą Panią Domu. Pierwszy zbuntował się kot. Potem pies. A na końcu my uznaliśmy, że trzeba małą we właściwym szeregu ustawić, bo inaczej kolejnej wizyty u weterynarza u nas nie doczeka.
I tak metodą małych kroków próbowaliśmy ją wychować na porządnego, uspołecznionego kota. I już wydawało się, że spokorniała, że dotarło do niej, że jest u nas "grzecznościowo", a tu nagle wrzask, jakby kota ze skóry obdzierano. Sądziłam, że ktoś ten drobiażdżek nadepnął, albo coś mu przyskrzynił. A tu ... Przydreptało do mnie wielkie kocisko z obwisłym ogonem, którym zwykle kręciło z niezadowolenia, najczęściej w odpowiedzi na radosne merdanie ogonem psim. Ot, taka rozbieżność komunikacyjna, machają podobnie, a przekazują dokładnie odwrotne komunikaty. Tym razem rzecz była poważniejsza. Okazało się bowiem, że to przygarnięte maleństwo wgryzło się kocurowi w ogon. No to rivanol na ranę i szlaban na kocie wędrówki. Maleńka tymczasem przypodobała się sąsiadom. Ku radości kocura, której nie podzielały dzieci, zmieniła adres. A z ogonem kiepsko, ale nie najgorzej. Zrobił się stan zapalny, nie doszło na szczęście do martwicy, co zdarzyć się mogło ponoć przy bardziej celnym gryzie. No to teraz niezadowolony kocur siedzi na oknie i żałuje nie złapanych ptaszków. Koteczka tymczasem sukcesywnie zatraca swą zadziorność na rzecz pieszczot i kontaktu z człowiekiem, którego piskliwym głosikiem się domaga, zwłaszcza, gdy człek jej z horyzontu zniknie. Czyżby złośnica poskromiona?
I tak metodą małych kroków próbowaliśmy ją wychować na porządnego, uspołecznionego kota. I już wydawało się, że spokorniała, że dotarło do niej, że jest u nas "grzecznościowo", a tu nagle wrzask, jakby kota ze skóry obdzierano. Sądziłam, że ktoś ten drobiażdżek nadepnął, albo coś mu przyskrzynił. A tu ... Przydreptało do mnie wielkie kocisko z obwisłym ogonem, którym zwykle kręciło z niezadowolenia, najczęściej w odpowiedzi na radosne merdanie ogonem psim. Ot, taka rozbieżność komunikacyjna, machają podobnie, a przekazują dokładnie odwrotne komunikaty. Tym razem rzecz była poważniejsza. Okazało się bowiem, że to przygarnięte maleństwo wgryzło się kocurowi w ogon. No to rivanol na ranę i szlaban na kocie wędrówki. Maleńka tymczasem przypodobała się sąsiadom. Ku radości kocura, której nie podzielały dzieci, zmieniła adres. A z ogonem kiepsko, ale nie najgorzej. Zrobił się stan zapalny, nie doszło na szczęście do martwicy, co zdarzyć się mogło ponoć przy bardziej celnym gryzie. No to teraz niezadowolony kocur siedzi na oknie i żałuje nie złapanych ptaszków. Koteczka tymczasem sukcesywnie zatraca swą zadziorność na rzecz pieszczot i kontaktu z człowiekiem, którego piskliwym głosikiem się domaga, zwłaszcza, gdy człek jej z horyzontu zniknie. Czyżby złośnica poskromiona?
wtorek, 21 czerwca 2011
Uśmiech jeżątka
tu miał być bardzo amatorski filmik z udziałem trzech zabawnych jeżyków, ale go nie ma, bo nie umiem go wgrać :-( . Do wątku powrócę, gdy się nauczę :-), na razie chodzę koło tego filmu jak pies koło jeża :) .
W rekompensacie za brak edycji filmiku, mailem od przyjaciół nadeszło kolejne najeżone haiku:
Yōseki
W rekompensacie za brak edycji filmiku, mailem od przyjaciół nadeszło kolejne najeżone haiku:
wiosenny ogrod
pies szczeka przy fontannie
na jeza w wodzie
pies szczeka przy fontannie
na jeza w wodzie
inu-mo hoyu
mizu-ni ochitaru
harinezumi
犬も吠ゆ
水に落ちたる
針鼠
Subskrybuj:
Posty (Atom)