Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mali. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2015

"Timbuktu"



Znane mi dotąd z relacji naszej polsko - afrykańskiej Iwony « malijskie » historie, głównie te z 2012r.,  zobaczyłam w kinie. Właściwie nie wiadomo, w którym miejscu w tym filmie kończy się dokument, a gdzie zaczyna się fikcyjna, poetycka opowieść.
  W malowniczym pustynnym pejzażu łatwo o kicz. U Sissako mamy na pierwszym planie (nie) wrażliwość – na drugiego człowieka, na jego historię, na jego tradycję. Rozstrzelane figurki, zakazany futbol, zabroniona muzyka. Nakazane nowe zwyczaje zakrywania twarzy, dłoni i stóp. Ekstremalni islamiści w butach  i z bronią w meczecie. Poza ich prawem jest tylko szalona Tahitanka, wątkiem trzęsienia ziemi przywołując kolejną sytuację sprawdzającą siłę humanitaryzmu.

Wydarzenia cytowane z rzeczywistości splatają się tu ze sztuką obrazu i akcji powstałej w myślach reżysera. « Zrobiłem film o historiach, które świat przemilczał » - wyznał nie kryjąc łez podczas konferencji prasowej reżyser filmu, Abderrahmane Sissako
i pokazał, że wyobraźnią można rozegrać mecz piłkarski bez piłki, można zatańczyć bez muzyki. Można też przeciwstawić przemocy delikatność i pokazać człowieczeństwo w obrazach, które wydają się być wyłącznie scenami brutalnymi.  

piątek, 18 stycznia 2013

Piłki z Polski i bombardowanie za płotem.


Kolejne paczki i paczuszki dla Mali się przygotowują, a z „naszej” Afryki wieści niepokojące. Radośnie witani Francuzi to z jednej strony bezpieczeństwo, z drugiej, dla samych Francuzów, początek igrania z ogniem. Najpierw ich obecność w Mali zbiegła się z atakiem w Algierii, co wielu dziennikarzy interpretuje jako odwet, potem protesty w Egipcie i  trochę niepokoju w samej Francji. Portal france24.com umieścił na swej stronie interaktywną mapkę postępu zbrojnej ochrony Mali. Mimo francuskiej osłony część Malijczyków, głównie tych z północy, jednak z kraju ucieka, bojąc się bombardowań, głodu i braku wody http://www.france24.com/fr/20130118-refugies-mali-temoignages-horrifiants-HCR-guerre-intervention-francaise-charia-rebelles
Trafiają najczęściej do Mauretanii, Burkina Faso, do Republiki Nigru i Algierii.
W okolicy Sangha w miarę spokojnie, to tam wędrują nasze pakunki, pewnie trochę dłużej ich transport tym razem potrwa, choć potrzebny pilniej i bardziej niż kiedykolwiek. W jednej z wcześniejszych paczek, też od studentek, obok artykułów pierwszej pomocy i materiałów szkolnych znalazły się piłki. Słusznie ktoś pomyślał, że malaria malarią, strzelanina strzelaniną, a dzieci przecież bawić się chcą.  


fot. Iwona z Mali

sobota, 12 stycznia 2013

Mali - trudno, coraz trudniej

Według najnowszych informacji od malijskich przyjaciół, informacji których potwierdzenie znaleźć już można w mediach nie tylko francuskich, ingerencja zbrojna sił francuskich ma coraz większy zasięg. Z jednej strony tak oczekiwana obecność wojsk wojsk francuskich i ościennych państw afrykańskich trochę sytuację malijską uspokoi, z drugiej powoduje kres, przejściowy miejmy nadzieję, ruchu turystycznego. Kolejne paczki dla Malijczyków przekazałam, tym razem najbardziej wykazali się studenci naszej Uczelni, bardzo Wam dziękuję! Może choć odrobinę ta afrykańska rzeczywistość będzie łatwiejsza do zniesienia, zwłaszcza dla tych, którzy innej nie znają, a dotychczasowa bardzo się zachwiała. Miejmy nadzieję, że niebawem znów w kraju dogonów życie będzie toczyło się spokojnie i powolnie, w dostojnym, afrykańskim rytmie.

fot. Iwona z Mali


wtorek, 20 listopada 2012

Afrykańskie czarownice


Jestem właśnie świeżo po lekturze publikacji Adama Leszczyńskiego Dziękujemy za palenie. Szukając odpowiedzi na pytanie „dlaczego Afryka nie może sobie poradzić z przemocą, głodem, wyzyskiem i AIDS” dziennikarz, reporter i podróżnik analizuje mechanizmy społeczne funkcjonujące w Afryce, obnaża bezcelowość niektórych działań pomocowych dla Afryki (podobnie jak robiła to Linda Polman w Karawanie kryzysu), a raczej pokazuje ich celowość, tyle że ukierunkowaną zupełnie w przeciwną stronę niż ta, której się spodziewamy. Kiedy pomoc służy przede wszystkim pomagającym. Kiedy do krajów potrzebujących trafiają rzeczy zupełnie niepotrzebne. Nikomu. Bezużyteczne jak przeterminowane leki, których w Europie ot tak, wyrzucić na śmietnik nie można.
Leszczyński pokazuje przykłady absurdów wynikłych ze zderzenia afrykańskiego prostego widzenia świata z tym złożonym, niejasnym i wieloznacznym postrzeganiem rzeczywistości przez przedstawicieli krajów uprzemysłowionych. Prosty przykład – toaleta wybudowana za pieniądze ONZ. Nieużywana i ciągle nowa, bo gdy ludzie zaczną z niej korzystać to … ją pobrudzą (przypadek z Kenii), a tak .... „ludzie robią kupę do plastikowej torebki, zawiązują na supełek, a potem biorą szeroki zamach…” – to fragment o slumsach w kenijskiej Kiberze. Woda i ścieki, to chyba jeden z ważniejszych i nierozwiązanych problemów Afryki. Z wodą też historia rozbija się o afrykańskie „tu i teraz”. Organizacje pomocowe zwykle robią, co program przewidział i wyjeżdżają zostawiwszy na przykład pompę przy studni sugerując opłaty za wodę, by mieszkańcy wioski mieli fundusz na utrzymanie pompy. Ale skoro woda jest darem natury, to przecież nie można za nią płacić. A gdy pompa padnie, łatwiej poprosić o nową. Chyba trzeba iść bardziej w kierunku rozdawania wędek, a nie wręczania złowionej ryby. Może wtedy uruchomi się myślenie długoterminowe i perspektywiczne, bo pojawi się jakaś gwarancja na dłuższe i bezpieczniejsze życie? Tymczasem ta ulotność afrykańskiego  żywota najprawdopodobniej sprawia, że się dba o dziś, bez refleksji nad jutrem. Ze sporym marginesem na wiarę w czary. Tak niewiele potrzeba, by zostać czarownicą w takiej na przykład Ghanie. Wystarczy być biednym i samotnym, albo niskim, albo „jakoś innym” i nie mieć nikogo, kto się opowie po stronie podejrzanego o złe moce. A złe moce wykorzystują na przykład czyjś sen, by wskazać, kto jest czarownikiem. To już wystarczy, by znaleźć chociażby winną niepowodzeń sąsiadkę. Potem jest tylko etap przyznania się do winy, utwierdzający zazwyczaj oskarżycieli w ich decyzji. I tak czarownikami zostają stare, samotne kobiety, ale też dzieci, które jakoś odstają od reszty. Mężczyźni, jeśli mają "moc szczególną", zazwyczaj zostają fetyszami, czarownikami. Nikt nie ośmieli się posądzić ich o czary, oni mają moc magiczną. 
Afryka rozdarta między frazerowskimi etapami – magii, religii i nauki ciągle pozostaje kontynentem tajemniczym i kuszącym. Pięknym i groźnym.
Dziś z kolejnymi paczkami dla dogońskich dzieci doleciała tam nasza Iwona. Jest już w Mali, ale jeszcze nie dotarła do Sangha. Czekamy na kolejną relację fotograficzną i … kompletujemy następne paczki.    

P.S. Niniejsza recenzja książki A. Leszczyńskiego, czy też sama książka,  nie jest bynajmniej krytyką akcji pomocowych w ogóle. Jest bowiem wiele przykładów mądrego pomagania Afryce, tak jak to robi PAH chociażby w akcji "rower dla Afryki", gdzie rowery zakupione za pieniądze z odblasków mają służyć właśnie m.in. usprawnieniu obsługi pomp. 

środa, 31 października 2012

Sen pod baobabem

Trafiła do mnie niedawno bardzo ciekawa publikacja o Afryce. Godna pióra Kapuścińskiego, widać, że to jego szkoła. O Afryce pełnej sprzeczności - pociągającej pierwotnością, przerażającej bezwzględnością. Umiejętne pokazanie tego kontrastu jest wielką zaletą tej książki. Rzetelne relacje z poszczególnych etapów wtajemniczenia w Afrykę Zachodnią pokazują ją właśnie od środka, ale na tyle, na ile pozwala świadomość białego człowieka. Poznajemy rąbek kulturowej tajemnicy czarnego lądu, pozwalający wyjaśnić pewne zachowania zamieszkujących go plemion. Dostajemy ostrzeżenia dotyczące drapieżności nie zwierząt, lecz zamieszkujących Afrykę ludzi. Z jednej strony  - narkotyki, kanibalizm i niedola albinosów. Z drugiej -barwne stroje, tętniące życiem targi i muzyka z serca Ziemi. I wreszcie - baśniowy, jedyny w swoim rodzaju Kraj Dogonów! O jasnej i ciemnej stronie podróżowania po Afryce pisze Tadeusz Biedzki. Sen pod baobabem.  Ciekawe, bardzo ciekawe i ładnie wydane. Z jednym mankamentem - wydawcy wyraźnie zabrakło czasu na korektę, zwłaszcza zdań z języka francuskiego, a szkoda.




Fotografie z Krainy Dogonów, w Mali, okolice Sangha - jak zawsze "Iwona z Mali" 

czwartek, 27 września 2012

Dlaczego Mali?


Zanim wpadłam na trop malijskiej wioski Sangha, Mali kojarzyło mi się przede wszystkim z etnicznym brzmieniem. Mali to Salif Keita, z postkolonialnej Afryki, Mali to przystrojona w bajecznie kolorowe suknie Ouomu Sangaré, która zawitała onegdaj do Poznania na Ethno Port Festival.
Natomiast na trop zupełnie innego, niemuzycznego Mali naprowadziły mnie moje zwierzęta, bo to z myślą o nich trafiłam kiedyś do sklepu zoologicznego, w którym krzyżują się polsko-malijskie losy, same w sobie będące historią godną osobnego bloga. Tam właśnie dowiedziałam się, jak rzeczywiście wygląda sytuacja w kraju, malowniczo prezentującym się na folderach dla turystów, często zresztą go odwiedzających, a który jakoś nie przyciąga do siebie organizacji pomocowych i pozostaje zdany na siebie. A szkoda. Poniżej najnowsze zdjęcia z zalanego Mali.








Autorka zdjęć to oczywiście Iwona, afrykańska Polka z zoologicznego sklepu.


niedziela, 16 września 2012

W krainie Dogonów


Zanim przyszła wielka woda i przyniosła smutek, w malijskiej wiosce Sangha-dini dni płynęły wolno, spokojnym afrykańskim rytmem podporządkowanym cyklom natury. Jak przed tą szczególną powodzią wyglądało życie ludzi, do których wysyłamy to, co zebraliśmy ( jak dotąd głównie igły, strzykawki, odzież, artykuły szkolne i przede wszystkim doxycyklinę) możecie zobaczyć w załączonym filmie. Film pokazuje właśnie tę wioskę, do której wędrują nasze paczki. Jest tylko w wersji francuskiej, ale warto zobaczyć zdjęcia tej unikalnej krainy, jeszcze w beztroskiej codzienności:



Film dostępny pod linkiem: http://www.youtube.com/watch?v=XjdDVq2rjTI

Dostaliśmy też nr konta afrykańskiej fundacji z Bandiagara, na które można już przekazywać środki finansowe dla wioski w Sangha, oto szczegóły rachunku: 
COMPTE  n° :                  500001207013
CLE RIB :                         29
nOM DE LA BAnQUE :     BnDA (BAnQUE nATIOnALE DE DEVELOPPEMEnT AGRICOLE)

LIEU :                              Bandiagara, REPUBLIQUE DU MALI
PROPRIETAIRE :             PIERRE GUInDO

Koniecznie z dopiskiem : Sangha-malaria
W imieniu małych Malijczyków serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy nam pomagają!


P.S. angielską wersję tego posta można znaleźć tu: http://odtlumaczy.blogspot.com/2012/09/bablowski-staz.html, zasługa Marty - dziękujemy!


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

M jak Mali, m jak malaria

Mogłaby to być opowieść o niezapomnianych afrykańskich wakacjach. Ale nie będzie. Bo nagle obficiej niż kiedykolwiek dotąd spadły deszcze i na oczach zrozpaczonych ludzi ich gliniane domostwa rozpłynęły się jak zamki z piasku, które fala zabiera dzieciom, gdy bawią się w małych budowniczych. Tylko, że tym razem ta budowa nie była zabawą, ale poważnym rodzinnym przedsięwzięciem angażującym czas i środki kilku pokoleń.


I spłynęło. I nie ma. Domu, dachu nad głową, poczucia bezpieczeństwa i nadziei. Jest pytanie: co teraz ? Nie ma już nic, zostało błoto i malaria. I jeden lekarz na całe miasteczko. To podobno jedna z groźniejszych w tym rejonie powodzi. Wyjątkowo gwałtowna i silna. Za 2 tygodnie do Mali wyrusza nasza przyjaciółka, żona lekarza, on sam już tam dotarł wcześniej, stamtąd zresztą pochodzi. Zaczęłyśmy robić paczki z odzieżą, lekarstwami, sprzętem medycznym, przymierzamy się do zbiórki pieniędzy, gdy tylko odpowie nam fundacja humanitarna opiekująca się tym regionem i udostępni subkonto. Wiem, że to specyficzne sformułowanie, ale zapytam "pomożecie"? Odpowiedź, wg tradycji była twierdząco-zapewniająca. Na taką liczę i z doświadczenia tego bloga wiem, że się nie zawiodę. Z góry dziękuję i zmykam pakować, co się przydać tam może.

P.S. Wszelkie pomocowe sugestie proszę kierować na adres mailowy bernadette.galerie@voila.fr lub wrzucić do zakładki komentarze, po zalogowaniu niestety. Dzięki raz jeszcze i serdeczności dla Wszystkich
P.S.2 Foto: Iwona
P.S.3 Version française : http://odtlumaczy.blogspot.com/2012/10/m-de-mali-m-de-malaria.html