Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2011

Imbir? Imbir!

Zastanawiałam się, czym urozmaicić zwyczajną polską wątróbkę z podsmażana cebulką i przypomniała mi się pewna chińska zasada. Otóż w orientalnej kuchni imbrir jest prawie nierozłącznym towarzyszem czosnku. Zatem, by nie przedobrzyć i nie zagłuszyć potrawy nadmiarem przypraw wrzuciłam 1 rozdrobniony ząbek czosnku i mniej więcej tej samej wielkości kawałek utartego świeżego kłącza imbiru do prawie gotowej już wątróbki z cebulką, przysmażyłam. Mniam, zapachniało dobrze. Smakowało jeszcze lepiej. Spróbujcie sami!
Tak nawiasem, zwykle jesienią przypominają o sobie wrzodowe dolegliwości. Mnie jakoś tej jesieni omijają, może to ten imbir? Nie wiem, ale sprawdza się i w herbatce z miodem, i z wątróbkami. Szkoda, że nie umiem zapisać smaku, jest taki ostro-słodki i "nie do opisania" :-).          

poniedziałek, 19 września 2011

Imbirowa zupa zza płotu

O tym, jak dobrze mieć dobrych sąsiadów przekonują się najczęściej ci, którym ich brak. Dzisiaj, w czasach thujowego odgradzania się od sąsiedzkiego natręctwa, sąsiedzi, przed którymi nie mamy ochoty się niczym zasłaniać, są na wymarciu. Ale jednak są. Też mamy takie płoty, zza których dzieciaki z utęsknieniem wypatrują pojawienia się sąsiada i mamy też takie, które najchętniej wzmocnilibyśmy ekranem akustycznym, zwłaszcza wtedy, gdy sąsiad podkaszarką żyłkową wytrwale ścina, a nie tylko podkasza, trawę w całym ogrodzie i robi to właśnie wtedy, gdy spodziewaliśmy się weekendowej ciszy.
Kiedy tym razem, po dłuższej naszej nieobecności spowodowanej cywilizacyjnymi obowiązkami powróciliśmy na chwilę w dzikość "posłuchać jak trawa rośnie", naszych ulubionych sąsiadów wprawdzie nie było, ale zostawili dla nas coś uprzedzając telefonicznie gdzie. I to coś czekało jedną dobę, nawet jeże, których tam też dostatek, się do tego nie dobrały, bo zapakowane było zmyślnie, choć w ich zasięgu. Okazało się, że czeka na nas... obiad. Taki bardzo wrześniowy obiad. Zupa z dyni. Nie była to jednak zupa dyniowa, jaką znałam dotąd i jaką niekiedy zdarzało mi się robić dla dzieci. To była "poważna" zupa, a że jej autorki nie znałam dotąd od kulinarnej strony ( z wyjątkiem wyśmienitych naleśników) tym bardziej jestem pod wrażeniem. I zupy, i gestu. Na dodatek dołączony był deser owocowy - jeszcze nie skonsumowaliśmy, więc go nie opiszę, a pewnie będzie tego godzien, bo już samo jego opakowanie świadczy o niezwykłej staranności osoby, która to dla nas zostawiła. Dziękujemy Ci, Ciociu zza płotu!    


P.S. Przepis w drodze, gdy dotrze przez meandry zapchanej zapewne skrzynki wspomnianej Cioci zza płotu - nie omieszkam Wam przekazać, na pewno potrzebna będzie dynia, imbir i koperek.
P.S.bis I oto przepis zeskanowany przez "Ciocię zza płotu" :




piątek, 22 lipca 2011

Deżdż*

Jego Leniwość Kot nie chce mi ustąpić miejsca w moim ulubionym fotelu. Za oknem pachnie deszczem, w dach pukają krople, a my niegościnnie nie wpuszczamy ich do domu odwracając się do deszczu plecami. Na pobliskiej łące sterczą zmoknięte żurawie, nawet nie wiedziałam, że tyle ich tutaj. Imbir się skończył, rozgrzewamy się rosołkiem wspomaganym tym, co wyrosło w przydomowej wersji wersalskiego ogrodu ( spolszczona wersalskość tego ogródka polega na łączeniu warzyw i roślin przyprawowych z kwiatami, bukszpan rośnie nieopodal, zatem wszystkie elementy są zachowane). Dzieci stają się „przytulne”, oczekują zwiększonej dawki opowieści na niepogodę. Idziemy poczytać. 


*jak podaje poradnia językowa PWN (http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=6336):
Wyraz deżdż był wymawiany tak, jak to wynika z zapisu, czyli z dźwięczną grupą spółgłoskową żdż, która następnie ulegała ubezdźwięcznieniu (jeśli była w wygłosie, tzn. na końcu wyrazu). Stąd deżdż > deszcz, ale: dżdża, dżdżu... Powstały więc formy supletywne, temat mianownika różnił się zdecydowanie od tematu przypadków zależnych. Później ukształtował się nowy model odmiany, dostosowany do mianownika, tzn. deszcz, deszczu, deszczowi... A dawny temat przetrwał już tylko szczątkowo, m.in. w przymiotniku dżdżysty czy rzeczowniku dżdżownica. (…) Krystyna Długosz-Kurczabowa, Uniwersytet Warszawski

poniedziałek, 4 lipca 2011

Imbir na niepogodę

Pada. Pada i pada. Jachty przysnęły w przystani i czekają cierpliwie na odpowiedni, spokojniejszy wiatr. Na jeziorze tylko kaczki, zabłąkany łabędź i wszędobylskie mewy. Dziś zimno. Słońce obrażone. Dodam kawałek imbiru do herbaty. Nabierze wyrazu, pomoże przeczekać tych parę godzin do słońca.