Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kibera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kibera. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Afrykańskie czarownice


Jestem właśnie świeżo po lekturze publikacji Adama Leszczyńskiego Dziękujemy za palenie. Szukając odpowiedzi na pytanie „dlaczego Afryka nie może sobie poradzić z przemocą, głodem, wyzyskiem i AIDS” dziennikarz, reporter i podróżnik analizuje mechanizmy społeczne funkcjonujące w Afryce, obnaża bezcelowość niektórych działań pomocowych dla Afryki (podobnie jak robiła to Linda Polman w Karawanie kryzysu), a raczej pokazuje ich celowość, tyle że ukierunkowaną zupełnie w przeciwną stronę niż ta, której się spodziewamy. Kiedy pomoc służy przede wszystkim pomagającym. Kiedy do krajów potrzebujących trafiają rzeczy zupełnie niepotrzebne. Nikomu. Bezużyteczne jak przeterminowane leki, których w Europie ot tak, wyrzucić na śmietnik nie można.
Leszczyński pokazuje przykłady absurdów wynikłych ze zderzenia afrykańskiego prostego widzenia świata z tym złożonym, niejasnym i wieloznacznym postrzeganiem rzeczywistości przez przedstawicieli krajów uprzemysłowionych. Prosty przykład – toaleta wybudowana za pieniądze ONZ. Nieużywana i ciągle nowa, bo gdy ludzie zaczną z niej korzystać to … ją pobrudzą (przypadek z Kenii), a tak .... „ludzie robią kupę do plastikowej torebki, zawiązują na supełek, a potem biorą szeroki zamach…” – to fragment o slumsach w kenijskiej Kiberze. Woda i ścieki, to chyba jeden z ważniejszych i nierozwiązanych problemów Afryki. Z wodą też historia rozbija się o afrykańskie „tu i teraz”. Organizacje pomocowe zwykle robią, co program przewidział i wyjeżdżają zostawiwszy na przykład pompę przy studni sugerując opłaty za wodę, by mieszkańcy wioski mieli fundusz na utrzymanie pompy. Ale skoro woda jest darem natury, to przecież nie można za nią płacić. A gdy pompa padnie, łatwiej poprosić o nową. Chyba trzeba iść bardziej w kierunku rozdawania wędek, a nie wręczania złowionej ryby. Może wtedy uruchomi się myślenie długoterminowe i perspektywiczne, bo pojawi się jakaś gwarancja na dłuższe i bezpieczniejsze życie? Tymczasem ta ulotność afrykańskiego  żywota najprawdopodobniej sprawia, że się dba o dziś, bez refleksji nad jutrem. Ze sporym marginesem na wiarę w czary. Tak niewiele potrzeba, by zostać czarownicą w takiej na przykład Ghanie. Wystarczy być biednym i samotnym, albo niskim, albo „jakoś innym” i nie mieć nikogo, kto się opowie po stronie podejrzanego o złe moce. A złe moce wykorzystują na przykład czyjś sen, by wskazać, kto jest czarownikiem. To już wystarczy, by znaleźć chociażby winną niepowodzeń sąsiadkę. Potem jest tylko etap przyznania się do winy, utwierdzający zazwyczaj oskarżycieli w ich decyzji. I tak czarownikami zostają stare, samotne kobiety, ale też dzieci, które jakoś odstają od reszty. Mężczyźni, jeśli mają "moc szczególną", zazwyczaj zostają fetyszami, czarownikami. Nikt nie ośmieli się posądzić ich o czary, oni mają moc magiczną. 
Afryka rozdarta między frazerowskimi etapami – magii, religii i nauki ciągle pozostaje kontynentem tajemniczym i kuszącym. Pięknym i groźnym.
Dziś z kolejnymi paczkami dla dogońskich dzieci doleciała tam nasza Iwona. Jest już w Mali, ale jeszcze nie dotarła do Sangha. Czekamy na kolejną relację fotograficzną i … kompletujemy następne paczki.    

P.S. Niniejsza recenzja książki A. Leszczyńskiego, czy też sama książka,  nie jest bynajmniej krytyką akcji pomocowych w ogóle. Jest bowiem wiele przykładów mądrego pomagania Afryce, tak jak to robi PAH chociażby w akcji "rower dla Afryki", gdzie rowery zakupione za pieniądze z odblasków mają służyć właśnie m.in. usprawnieniu obsługi pomp.