Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zachrypnięty głos Afryki



Brakowało dotąd w naszym kraju publikacji o Afryce pisanych afrykańskim piórem. Lukę co prawda wypełniły nieco dzieła niedawno zmarłego Nigeryjczyka Chinua Achebe, zwłaszcza w kontekście perspektywy afrykańskiej wobec tamtejszej obyczajowości („Wszystko rozpada się” ), czy jej zderzeniu z kulturą brytyjską ( „Edukacja dziecka pod brytyjskim nadzorem”). Jednakże Binyavanga Wainaina to głos aż zachrypnięty od wyrażania realiów afrykańskich tak nieprzystających do europejskich wyobrażeń o czarnym lądzie. Na tym zresztą polegał problem z europejskim debiutem kenijskiego autora – Binyavanga Wainaina pisze tak, jak Afrykę odczuwa, a nie tak, jak zdaniem pierwszego niedoszłego wydawcy, powinna być opisana. Kapelusze z głów wobec tłumacza, który podjął rękawicę, by z sukcesem zmagać się z zawiłościami poetyki Kenijczyka z Nakuru. Rezultat – dzieło oryginalne, znakomicie oddające zawiłości tożsamościowe dzisiejszej Afryki, a przy okazji - całą jej zmysłowość.   
   

Binyavanga Wainaina, Kiedyś o tym miejscu napiszę. Wspomnienia. Przekład Marcin Michalski, wyd. Karakter Kraków 2014
 

sobota, 18 maja 2013

Dziś wieczorem...

Zrobiłam to dla odprężenia. By zatrzymać rozpędzone myśli i wyhamować trochę. Sięgnęłam po „opowieść tak piękną, że można się w niej zagłębiać bez końca” (Newsweek, zachęcająco na obwolucie). Pochłonęła mnie lektura wciągająca i piękna, ale bynajmniej niełatwa. Afrykańskie dzieciństwo Angielki trochę zagubionej tożsamościowo przez nią samą opowiedziane bez retuszu. Rodzinne doświadczenia z Afryką w tle bardzo wyraźnie zaznaczonym i bezpośrednio wpływającym na te pierwsze. Alexadra Fuller w „Dziś wieczorem nie schodźmy na psy” (wyd. Czarne) z nostalgią opisuje swoje dzieciństwo w dawnej Rodezji, Malawi i Zambii realistycznie obrazując niełatwe życie angielskich farmerów w afrykańskiej postkolonialnej rzeczywistości. Fuller, choć Czarny Ląd na stałe opuściła  już dawno, dalej nosi w sobie ten swój osobisty kawałek Afryki. Warto się mu poprzyglądać.   

środa, 31 października 2012

Sen pod baobabem

Trafiła do mnie niedawno bardzo ciekawa publikacja o Afryce. Godna pióra Kapuścińskiego, widać, że to jego szkoła. O Afryce pełnej sprzeczności - pociągającej pierwotnością, przerażającej bezwzględnością. Umiejętne pokazanie tego kontrastu jest wielką zaletą tej książki. Rzetelne relacje z poszczególnych etapów wtajemniczenia w Afrykę Zachodnią pokazują ją właśnie od środka, ale na tyle, na ile pozwala świadomość białego człowieka. Poznajemy rąbek kulturowej tajemnicy czarnego lądu, pozwalający wyjaśnić pewne zachowania zamieszkujących go plemion. Dostajemy ostrzeżenia dotyczące drapieżności nie zwierząt, lecz zamieszkujących Afrykę ludzi. Z jednej strony  - narkotyki, kanibalizm i niedola albinosów. Z drugiej -barwne stroje, tętniące życiem targi i muzyka z serca Ziemi. I wreszcie - baśniowy, jedyny w swoim rodzaju Kraj Dogonów! O jasnej i ciemnej stronie podróżowania po Afryce pisze Tadeusz Biedzki. Sen pod baobabem.  Ciekawe, bardzo ciekawe i ładnie wydane. Z jednym mankamentem - wydawcy wyraźnie zabrakło czasu na korektę, zwłaszcza zdań z języka francuskiego, a szkoda.




Fotografie z Krainy Dogonów, w Mali, okolice Sangha - jak zawsze "Iwona z Mali" 

piątek, 5 sierpnia 2011

Kłopoty polskich podróżników


Porządkując prasę napotykam przerażające wiadomości, zresztą w tym dzisiejszym świecie powinniśmy się już chyba do wszystkiego przyzwyczaić…
Najpierw szokująca informacja o kajakarzach z Trójmiasta. Jarosław Frąckiewicz i Celina Mróz  pojechali na fajne wakacje, z których nie powrócą. Spływali rzeką Ukajali w Peru nie naruszając niczyich praw ni obyczajów. Peruwiańskie człowieki wzięły broń i strzeliły, potem podzieliły się ekwipunkiem kajakarzy (m.in. przewodnikiem po Peru i kosmetykami), a ten, który strzelał powiedział niewinnie: „ja nic mnie wziąłem, ja tylko zabiłem! (więcej informacji wyborcza.pl, wyd. 16-17 lipca 2011).
Dzisiaj w GW piszą o poznańskim podróżniku, Macieju Pastwie, który pojechał kopać studnie głębinowe i budować szkołę w środkowej Afryce. I co? Trafił do aresztu, nie chciał dać łapówki zatrzymany do kontroli drogowej. Maciej Pastwa, wyjaśnijmy, jest nie tylko podróżnikiem, ale przede wszystkim współorganizatorem sztafety ku pamięci Kazimierza Nowaka, poznaniaka, który w międzywojniu samotnie przedarł się rowerem i pieszo przez Afrykę. Sztafeta kończy się w tym roku, oby z udziałem Pastwy. Więcej tu: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,10065685,Poznanski_podroznik_w_afrykanskim_areszcie.html  
tu: www.AfrykaNowaka.pl
i tu: www.pastwa.eu