Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gottland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gottland. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2012

Zaległości lekturowe

Optymistycznie zabrałam na wakacje walizkę książek zakładając, że zarówno dzieci, jak i zawodowe zaległości pozostawią odrobinę marginesu na poczytanie. Idzie opornie, ale idzie. I tak wreszcie udało mi się połknąć kolejną publikację, którą zostawiłam sobie na spokojniejszy, wolniejszy czas. W międzyczasie mój cel lekturowy przetłumaczono na kilka języków, zwiększając tylko mój apetyt na tę książkę. Odtąd buty Bata nie będą już kojarzyć mi się z francuskim butikiem, gdzie onegdaj widziałam je po raz pierwszy, ale z czeskim i polskim kawałkiem historii nie tylko obuwnictwa. Czechosłowacki rok 1968 pamiętałam przede wszystkim z opisu Milana Kundery ( Nieznośna lekkość bytu) przeniesionego na ekrany kina z wdzięczną kreacją Juliette Binoche, to też akurat widziałam we Francji i pamiętam jak niezręcznie było mi tłumaczyć znajomym Francuzom dlaczego "my" też najechaliśmy na Czechosłowację. Sytuacja z Kafką w dawnej Czechosłowacji przypomina nieco to, co mieliśmy z Tadeuszem Kantorem - o nim też łatwiej i więcej mówiło się onegdaj we Francji, niż w jego ojczyźnie. Fenomen zwany Karel Gott to już osobna historia, która zdarzyć się mogła właśnie tam, gdzie panuje "kafkarna". Całość przeczytać należy i wypada. To o naszych sąsiadach i o nas. Mariusz Szczygieł, Gottland.