Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hello Kitty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hello Kitty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 września 2011

Pani Plastelinka

Wrzesień to niestety taki zebraniowy miesiąc. Wszędzie trzeba coś omówić, ustalić, zaplanować. Tym razem zrobił mi się na tyle zebraniowy już nie miesiąc, ale tydzień, że aż opiekunki do dzieci się nie wyrobiły i w newralgicznej porze odrabiania lekcji progenitury pozostały zdane nawzajem na siebie. Gdy zostawiałam latorośle z mnóstwem sugestii, nie tylko lekcyjnych, na wypełnienie samodzielnego czasu przypomniałam sobie o pudełku plasteliny, które z rozpędu kupiłam im w nadmiarze. No to zostawiłam pociechy z plasteliną, między innymi. A tu okazało się, że ona własnie była atrakcją wieczoru. Że też na to wcześniej nie wpadłam, kupiłabym im cały karton, byle by ich nie kusił zanadto telewizor czy internet. Co zrobili z plasteliny? Domki, kwiatuszki, Plastusia i Hello Kitty z kołderką. Najzabawniejsze jednak było na końcu. Zbliża się do mnie dziecię moje, na tekturce niesie wytwory swoich rączek i mówi: "Mamo, to są plastelinki z historią! Opowiem Ci! Bo zobacz, tu był najpierw domek, potem ludzie posiali kwiatki. Miały być duże i małe. Tylko że te kwiatki rosły i rosły. Część z nich przerosła ludzi, ale nie przerosła domku, ale ten jeden, co miał być najmniejszy, wyrósł wielki jak palma, przerósł domek i ludzi. Dziwne, ale tak mu wyszło ".


Może to pokłosie bajki o Jasiu i pnączu fasoli? W każdym razie plastelina okazała się niezwykle twórczą opiekunką do dzieci, chyba pomyślę o niej częściej.  

środa, 29 czerwca 2011

Flamingi, Hello Kitty i kaszubski dzwoneczek, czyli w poszukiwaniu wakacyjnych pamiątek.

Wyjeżdżając na poprzednie wakacje w niepełnym rodzinnym składzie obiecałam najmłodszej latorośli, że przywiozę jej „różowego ptaka”. Wybieraliśmy się na żagle do krainy, w której mnóstwo było różowych flamingów i jako pamiątkę stamtąd myślałam, że przywiozę jakiegoś sympatycznego pluszaczka nawiązującego do kolorytu lokalnego. A tu nici. W kraju, który szczyci się wszelkimi specialitées de la region, poza kulinariami i trunkami oczywiście, bo te nie zawiodły, niczego sensownego znaleźć się nie dało. Wszędzie zalew pamiątek made in China, nawet niestety w słodkiej Francji. A gdy w kolejnym sklepiku z suwenirami zapytałam o różowego flaminga, panienka sprzedająca odparła: różowe… to mamy z kolekcji Hello Kitty… ale flamingi? Łatwiej je było zobaczyć w naturze ...  A pluszaczka-flaminga kupiłam … w Berlinie.
Te flamingowe poszukiwania przypomniały mi się z racji niedawnych wędrówek po Kaszubach. Też szukałam czegoś lokalnego, ale o kaszubskim dzwoneczku opowiem Wam następnym razem, na razie tylko fotka